Walencja
|||||

Walencja szlakiem smaków

Kuchnia Walencji potrafi oczarować doskonałą jakością i fantastycznym smakiem, także przygotujcie się na podróż, która będzie wyjątkowym doświadczeniem dla Waszych kubków smakowych! W tym artykule poprowadzę Was przez kolejne posiłki i zapewniam Was, że nie tylko nie będziecie głodni, ale te propozycje powinny trafić w gusta nawet tych bardziej wymagających smakoszy…

Zaczynamy z wysokiego Ce! Walencja może poszczycić się, że ma w swoich szeregach restauratorów i szefów kuchni kogoś naprawdę wyjątkowego – Ricard Camarena. Jego restauracja znalazła się w bardzo ekskluzywnej grupie – 100 najlepszych restauracji świata magazynu The World. To bardzo prestiżowe wyróżnienie. Jeśli dodamy do tego dwie gwiazdki Michelin i tzw. zieloną gwiazdkę, która jest przyznawana za rozwiązania ekologiczne, to możecie mieć pewność, że smakowo wzniesiecie się na wyżyny. Walencki szef kuchni jest prawdziwą legendą gastronomii. 

Oczywiście, jak sami możecie się domyślić, jedzenie w jego restauracji nie jest tanią sprawą, no ale… kto biednemu zabroni żyć na bogato? 😉 Jeśli jednak trochę rozsądniej podchodzicie do kwestii budżetu podczas podróży, mam dla Was inną propozycję. Możemy zacząć już od śniadania przyrządzonego według receptury mistrza, nie rujnując przy tym całego wakacyjnego budżetu. W hali targowej Mercado Central mieści się Central Bar słynnego szefa kuchni. Bocadillo, czyli hiszpańska kanapka, którą Ricard Camarena firmuje swoim nazwiskiem, to pyszna chrupiąca bagietka z polędwicą, cebulą, musztardą i serem. Mniejsza porcja to koszt 4,5 euro, duża 6,50. Więc, da się przeżyć… Do tego kawa – w zależności od rodzaju między 2 a 2,40 euro. 

Walencja

Michał próbował tam także kanapki z morcilla iberica, czyli kaszanki z iberyjskich czarnych świń, karmionych żołędziami. Nie żartuje. Dzięki temu ich mięso bardziej przypomina wołowinę, a pokarm bogaty w żołędzie w połączeniu z genetyką tego gatunku sprawia, że mięso nie jest tłuste. Zdobycie dobrej jakości tego typu mięsa nie jest łatwe w Polsce, więc korzystajcie będąc na miejscu. Cenowo jest też nieporównywalnie taniej. Ja niestety kaszanki nie jestem w stanie przełknąć od kiedy mama w dzieciństwie, jako tą nieprzepadającą za mięsem wszelakim,  wkręciła mnie, że to ryż w czekoladzie. Pozamiatane. Kaszanki nie ruszę, niezależnie z jakich świń by była… 😉 (dzięki Mamo!). 

Oprócz doskonałej kuchni pana Camarena do hali Mercado Central warto zajrzeć jeszcze z innych powodów. Po pierwsze sama architektura tej jednej z największych hal targowych w Europie zachwyca. Tak jest naprawdę ładnie, co jest zasługą walenckiej secesji. Kolejnym powodem są świetnej jakości produkty: iberyjska szynka, dobre jakościowo wędliny, ryby, oliwki, dojrzewające w walenckim słońcu warzywa i owoce, ciasta i ciasteczka. W zasadzie moglibyście zaopatrzyć się tu w jedzenie na cały dzień. A na pewno warto zakupić tu regionalne produkty spożywcze, które chcecie zabrać ze sobą do domu. 

Walencja

Śniadanie zjedzone… i co dalej? Musicie pamiętać, że nawyki żywieniowe Hiszpanów totalnie różnią się od naszych, polskich. Tam w zasadzie każdy posiłek to celebracja. Po śniadaniu jest czas na drugie śniadanie… (el almuerzo) i tu najczęściej wjeżdżają wspomniane wyżej kanapki bocadillos, bo pierwsze śniadanie Hiszpanie jedzą raczej na lekko i zapijają kawą. My jednak jesteśmy przyzwyczajeni, że śniadanie jest jednym z najważniejszych posiłków dnia i ma zapewnić nam siłę na cały dzień, stąd moja konkretniejsza propozycja. Trzeba mieć przecież siłę na zwiedzanie Walencji!

Wracając do hiszpańskiego almuerzo, Hiszpanie spożywają je między 11 a 13, kiedy u nas już powoli myślimy o lunchu lub obiedzie… niektóre restauracje proponują kompletne zestawy, gdzie oprócz bagietki znajdziecie kawę, oliwki, orzeszki i dodatkowy napój – często piwo, co nie jest tutaj niczym dziwnym, że do drugiego śniadania można wypić małe piwko. W wielu knajpkach cały zestaw kosztuje tyle ile duża kanapka w Central Barze, no ale to już nie są kanapki przygotowane według wskazówek jednego z najlepszych kucharzy świata, więc wybór należy do Was. Co zaś do piwa do śniadania, to wyobraźcie sobie, że Hiszpanie potrafią wypić JEDNO piwo i wrócić do pracy… Nie muszą dokładać kolejnego na drugą nogę i tak dalej… więc: niewiarygodne, ale da się! 😉 

Ja jeszcze nie zdążyłabym zgłodnieć po takim obfitym śniadaniu, a Hiszpanie już przygotowują się około 14:00 do obiadu. I pamiętajcie, by tego nie bagatelizować, bo kiedy zrobicie się głodni w okolicach 16 – 17, to możecie w Walencji nic konkretnego nie zjeść, gdyż dużo restauracji ma przerwę i otwiera się dopiero wieczorem, a te, które są otwarte mają jedynie do zaoferowania napoje. O ile w Walencji z głodu nie umrzecie, bo to duże miasto, to kiedy byliśmy w Xativie i pochłonęło nas zwiedzanie, to na obiad musieliśmy się zadowolić bułką z supemarketu. 

Obiad w Hiszpanii, podobnie jak drugie śniadanie nie jest byle jaki. Macie tu do wyboru mnóstwo przystawek, zup i konkretne drugie danie. Nie można także zapomnieć o deserze. I tu w Walencji macie okazję popróbować wszelakich hiszpańskich klasyków, ale świetną opcją jest zamówienie czegoś typowo z regionu Walencji. Na przystawkę warto spróbować tutaj kalmarów, w różnej postaci, które królują na stołach Walencji: smażone, grillowane, z dodatkami lub solo. 

Danie główne – tu chyba nie może być innego wyboru jak paella valenciana. To za jej stolicę uchodzi Walencja, choć gdybyśmy byli bardziej precyzyjni, to powstała w okolicznych wioskach Albufery, gdzie aż roi się od plantacji ryżu. I jeśli naprawdę chcecie zjeść paellę w jej ojczyźnie, to warto podjechać do El Palmar i spróbować jej w jednej z tamtejszych knajpek (dojedzie tam autobusem miejskim, kupując standardowy bilet miejski). 

Głównym składnikiem paelli valenciana jest oczywiście ryż przyprawiony szafranem, a jako dodatki mamy tutaj warzywa (m.in. fasolę), mięso z królika, kurczaka i ślimaki (takie w całości, w skorupkach). Charakterystyczną odmianą jest także paella marisco (z owocami morza), ale możecie się także spotkać z nazwą arroz de senyoret, co można byłoby przetłumaczyć jako „ryż gentlemena”, ale nic bardziej mylnego… Kiedyś takim mianem określano gościa, który tu się zakręci, tam sprzeda i zawsze ma jakiś pieniądz, a że owoce morza bywały drogie, to nie każdego było na nie stać. W tym rodzaju paelli są już obrane, także nie obawiajcie się, że zanim pojecie, to będziecie musieli się nieźle nadłubać. W końcu to była paella dla wymagających. 

Jeśli zdecydujecie się zostać w centrum Walencji, to polecamy restaurację Vaqueta Gastro Mercat. Paella kosztuje tam 16,50 euro, więc może nie jest to najtańsza opcja, ale restauracja ma otwartą kuchnię, więc możecie podglądać kucharzy przy pracy, bardzo ładny wystrój i dobrą obsługę. W opcji budżetowej – przy wyjściu z hali Mercado Central znajdziecie food trucki, gdzie porcję paelli z napojem zamówicie już za 6 euro. 

Kolejną rzeczą, z której kulinarnie słynie Walencja jest dość ciekawy napój – horchata i jest on na tyle wyjątkowy, że pija się go w specjalizujących się w nim lokalach – horchateriach. Horchata to napój z ciabory jadalnej lub inaczej słodzonych orzechów tygrysich wymieszanych z lodem i wodą, czasem mlekiem. Często jest traktowany jako deser w towarzystwie drożdżowych ciasteczek tzw. fartos, także pora poobiednia będzie idealna na jego spożycie.

Mam wrażenie, że powiedzieć, że jest on specyficzny w smaku, to jak nic nie powiedzieć. I nawet wśród Hiszpanów ma on swoich zagorzałych fanów, jak i osoby, która raz go spróbowały i uznały, że wystarczy. Ja należę zdecydowanie do tych drugich, niemniej jednak polecam spróbować i samemu wyrobić sobie zdanie. A jeśli próbować horchatę, to tylko w najstarszej horchaterii w mieście – Santa Catalina. 

Jeśli myślicie, że na tym można zakończyć kulinarne planowanie dnia, to szybko muszę zaprzeczyć, bo najważniejszym posiłkiem jest kolacja, którą jada się tu bardzo późno (niektóre lokale ponownie otwierają się dopiero o 20) i to jest prawdziwa celebracja czasu z rodziną i przyjaciółmi. Więc wszelkie zasady, o których słyszeliście, żeby nie jeść po 18, czy najpóźniej dwie godziny przed snem idą tu w łeb! Hiszpanie wieczorem dopiero się rozkręcają! Dopiero wtedy mają czas na świętowanie i pogaduchy do późnych godzin nocnych. 

Jeśli nie wciśniecie kolacji, to koniecznie zamówcie choć tapasy, czyli drobne hiszpańskie przekąski. Z tych typowych dla regionu Walencji należy wymienić croquetas de bacalao – nazwa może być myląca, bo nie przypominają naszych krokietów, a raczej mi kojarzyły się trochę z serowymi kulkami z nadzieniem z dorsza, esgarrat, czyli sałatkę z dodatkiem szarpanej suszonej ryby czy titanę – pasta z pomidorów, pieczonej papryki i tuńczyka. Są jeszcze patatas aioli, czyli ziemniaki z sosem czosnkowo – majonezowym, ale do ich pochodzenia rości sobie prawo zarówno Walencja, jak i Katalonia. W zależności kogo zapytacie, powiedzą Wam, że to danie charakterystyczne dla tego regionu. Oczywiście hiszpańskie klasyki, takie jak patatas bravas (pieczone ziemniaczki), tortilla de patatas (tortilla ziemniaczana), pescaito frito (małe rybki smażone na głębokim tłuszczu), gambas al ajillo (krewetki z czosnkiem i oliwą) czy papryczki Padron mają się tu także świetnie i dostaniecie je tu w każdym barze!

Na szczęście oprócz horchaty Walencja jeszcze jeden flagowy napój – tym razem tylko dla pełnoletnich – to agua de Valencia. Drink na bazie soku ze świeżych pomarańczy, wódki, ginu, hiszpańskiego musującego wina i odrobiny cukru. Już po składzie możecie się domyślić, że ma moc, także lepiej uważać, jeśli nie chcecie szybko opaść z sił 😉 Na jego degustację polecam lokal Cafe de las horas i to nie tylko dlatego, że piłam tam chyba najlepszą walencjańską wodę, ale także ze względu na przepiękny wystrój lokalu. Wieczorami jest tłoczno, ale jeśli przyjdziecie w ciągu dnia, to polecam zająć stolik w środku i rozkoszować się tym cudnym wnętrzem. 

Na samym końcu muszę jeszcze wspomnieć o wspaniałych walencjańskich pomarańczach! Wyciskane soki są w zasadzie w każdej restauracji i zapewniam Was, że są one najlepsze na świecie!

¡Que aproveche! Smacznego!

Hiszpania w naszych artykułach

Walencja na 7 sposobów
Walencja na city break – 10 powodów, dla których warto
Walencja szlakiem historii
Walencja – miasto przyszłości
Architektura i sztuka sakralna w Walencji
Walencja szlakiem smaków
Peñiscola – historia miasta
Peñiscola – zamek templariuszy i antypapieża
Jaskinie San Jose
Xàtiva – okolice Walencji
Xàtiva – odkrywaj, smakuj, doświadczaj! 10 rzeczy, które warto zrobić w Xàtivie
Trybunał Wodny w Walencji – bądź świadkiem ponad tysiącletniej tradycji
Almansa: Historia, Zamek i Rekonstrukcja Bitwy
Kadyks. Co zobaczyć? 15 pomysłów na spędzanie czasu
Morella: Perła Walencji z ogromnym zamkiem
Bocairent – 10 pomysłów na zwiedzanie perełki Walencji

Hiszpania w naszych filmach

#48 Walencja – Zwiedzanie Walencji | Atrakcje | Ceny
#50 Okolice Walencji: Peñíscola, Morella, cuevas de Saint Jose
#51 Okolice Walencji: Xàtiva | OGROMNY zamek, miasto papieży
SEWILLA ZIMĄ | 20 ciekawych miejsc | Przewodnik 🇪🇸
Andaluzja. Z Sewilli do Malagi | Kadyks, Ronda, Setenil, Caminito del Rey | Przewodnik 🇪🇸

Walencja szlakiem smaku na mapie

Twoja subskrypcja nie może być zapisana. Spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja została zapisana.

Newsletter

Dołącz do stałych czytelników bloga wdrodze.tv

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

6 komentarzy

  1. Super artykuł, mega fajne info …. normalnie zgłodniałem i idę zaraz coś pitrasić do kuchni ! Dzięki za kawał dobrej roboty ! Kris 😉

    1. Dzięki za odwiedziny i komentarz! Ja na samą myśl o tych pysznościach też robię się głodna. Kuchnia Walencji naprawdę robi robotę! 😉

  2. Walencja to świetne połączenie kontrastów, tu przeszłość splata się z teraźniejszością; stare, zabytkowe budynki i nowoczesne obiekty. Daje to w efekcie niesamowity klimat. Miasto ma do zaproponowania imponujące średniowieczne zamki i wieże, a z drugiej strony mamy tu przykłady wspaniałej modernistycznej architektury i art deco.

  3. Walencja to jest najlepsze miejsce do życia, byłam tam już z osiem razy i muszę się zgodzić w waszymi relacjami. Nie mogę się przyczepić, a wręcz pochwalić za świetne spostrzeżenia, bo są trafne

    1. Dziękujemy! Walencja to takie miejsce, gdzie z pełną odpowiedzialnością powiedziałam: tu mogłabym żyć na stałe, ma wszystko, czego potrzeba do szczęścia. I to nie tylko puste słowa, gdyż jest wiele pięknych miejsc na świecie, ale trudno tam wyobrazić mi sobie życie na dłużej, a tam naprawdę zapragnęłam zostać na zawsze 🙂