Marokański hammam – na czym polega rytuał i jak się do niego przygotować?
Pomimo, iż kultura rytualnego hammamu wywodzi się z Turcji, to na dobre zadomowiła się także w Maroku już wieki temu. Dlatego wybierając się do Maroka już wiedziałam, że na pewno będziemy chcieli (tak, pomimo początkowych oporów Michała, to była nasza wspólna decyzja ;)) skorzystać z tego dobrodziejstwa orientu.
W Marakeszu było tak dużo rzeczy do zobaczenia, że ze względu na krótki pobyt nawet nie myśleliśmy, żeby szukać łaźni, ale w Agadirze planowaliśmy się zrelaksować, więc takie doświadczenie idealnie wpisywało się w nasze oczekiwania. Hammamów, czyli po prostu łaźni jest w marokańskich miastach naprawdę sporo. Są publiczne, gdzie wyznaczone są strefy (lub godziny, w zależności od wielkości obiektu) dla kobiet i mężczyzn, oraz te bardziej kameralne, komercyjne. W hotelu w którym się zatrzymaliśmy, także był hammam, ale ceny były około 30% wyższe niż te w hammamach „na mieście”.
Z pomocą w wyborze miejsca przyszedł nam niezawodny tripadvisor i opinie tych, którzy byli tam wcześniej. Postanowiliśmy trochę zaszaleć i wybraliśmy trzygodzinny rytuał oczyszczająco–pielęgnujący – rytuał przodków. Z racji, że Agadir, to typowo turystyczny kurort i Marokańczycy dbają tam o turystów, w cenę zabiegu wliczony był także transport z i do hotelu. I z perspektywy czasu naprawdę uważam, że to super opcja, bo kiedy wychodzicie z hammamu, totalnie zrelaksowani, to ostatnia rzecz o której chcemy myśleć, to szukanie taksówki lub autobusu powrotnego.
Jak się przygotować do takiego rytuału?
W zasadzie jedyną rzeczą, której potrzebujecie jest dolna część bielizny, może być dół od stroju kąpielowego. Jeśli zdecydujecie się na publiczną łaźnię z podziałem na kobiety i mężczyzn, to do łaźni wchodzi się nago. Na początku myśleliśmy, że tutaj też tak będzie, ale okazało się, że obiekt podzielony jest na kilka mniejszych łaźni i jako para wchodzimy do jednej razem. Ręcznik, szlafrok i klapki dostajecie na miejscu, ale dla swojego większego komfortu polecam zabrać własne klapki basenowe. Przy wejściu dostaniecie kluczyk do szafki, gdzie można zostawić osobiste rzeczy. W środku tak, jak w większości saun w Polsce, nie można robić zdjęć, ani nagrywać, no ale jest to chyba oczywiste.
Dobrze jest zaplanować wizytę w hammamie na początku pobytu, kiedy skóra nie jest jeszcze opalona – po pierwsze ładniej będzie się opalać, a po drugie peeling marokański jest dosyć intensywny, więc jeśli skóra będzie zaczerwieniona po ekspozycji na słońce, może nie być to zbyt przyjemne doświadczenie.
Na czym polegał rytuał, z którego korzystaliśmy krok po kroku?
Po wejściu do łaźni, gdzie towarzyszyły nam dwie pracujące tam kobiety i chwili odpoczynku w parze, która ma za zadanie otworzyć pory i zmiękczyć skórę, rytuał rozpoczął się od oblewania naszych ciał ciepłą wodą. Następnie panie namydliły nas bardzo dokładnie czarnym marokańskim mydłem. To naturalny kosmetyk, który powstaje z czarnych oliwek i oliwy z oliwek. Nie dość, że ma właściwości oczyszczające i peelingujące, to jeszcze nawilża skórę i ma działanie przeciwzapalne. Warto zaopatrzyć się w nie na jednym z marokańskich bazarów i zabrać ze sobą do domu. Chwilkę poleżeliśmy sobie tak namydleni na terakotowych ławach, a następnie panie rozpoczęły intensywny peeling za pomocą rękawicy Kessa.
Intensywność zabiegu sprawia, że krew zaczyna krążyć szybciej! Takie rękawice bez problemu kupicie także w Polsce, ja stosowałam ją długo przed przyjazdem do Maroka i bardzo sobie chwalę, ale tak intensywnego masażu nią, to chyba nie zdarzyło mi się zrobić… W mojej głowie było tylko wtedy „ahaaaa… to tak to się robi…” 😉 Panie dopytywały czy nie jest za mocno, zresztą na samym początku w recepcji zaznaczono nam, że gdyby któreś doświadczenie było dla nas zbyt intensywnie, to mamy od razu zgłaszać, bo Europejczycy nie są przyzwyczajeni do takich rytuałów. Gdybym miała porównać ten zabieg do tych, z których zdarzało mi się korzystać w Polsce, to powiedziałabym, że te w Polsce, to delikatne głaskanie 😉
Kolejnym krokiem było obłożenie naszych ciał glinką Ghassoul i pozostawienie nas na chwilę odpoczynku oraz by glinka mogła podziałać. A to kolejny naturalny produkt, który oczyszcza skórę, idealnie nadaje się do cery trądzikowej, bo reguluje pracę gruczołów i przyspiesza gojenie ranek i krost. Jest niezwykle bogata w minerały, które mają dla nas odżywcze działanie. W tym czasie panie przygotowały dla nas kąpiel ziołową dla stóp. Po takiej kąpieli zrobiły nam peeling stóp i dokładnie wyszorowały stopy specjalną szczoteczką.
Po spłukaniu ciał z glinki, panie przeszły do dokładnego mycia ciała i włosów, połączonego z bardzo przyjemnym masażem głowy. Kiedy przyszły do ostatniego już spłukiwania ciała, mieliśmy wrażenie, że tak czyści to chyba dawno nie byliśmy… 😉 Całość pierwszej części rytuału trwała dobrą godzinę. Jeśli zdecydujecie się na wizytę w publicznej łaźni, pamiętajcie, by wcześniej zaopatrzyć się na bazarze we własną rękawicę i akcesoria do kąpieli.
Następnie dostaliśmy szlafroki i wyszliśmy na patio, gdzie znowu mogliśmy chwilę odpocząć przy tradycyjnej marokańskiej herbacie. W zasadzie można powiedzieć, że już pierwsza część zabiegu nas bardzo zrelaksowała, a najlepsze było dopiero przed nami… Dwugodzinny masaż relaksacyjny olejem arganowym. O jego właściwościach pisałam Wam już w artykule Co warto przywieźć z Maroka?. Po tym doświadczeniu nie miałam już żadnych wątpliwości, że w pełni zasłużył na to, by nazywać go płynnym, marokańskim złotem. Ostatni raz taką gładką skórę, to mieliśmy chyba zaraz po urodzeniu… a więc trochę czasu od tego momentu minęło.
Sam masaż – od czubka głowy, po palce stóp był również trochę bardziej intensywny niż te, z których korzystałam w Polsce. W ofercie był jeszcze masaż orzeźwiający, który był jeszcze mocniejszy, dlatego zanim się na niego zdecydujecie, weźcie pod uwagę, że marokańskie masaże są zdecydowanie bardziej energiczne i aktywniejsze niż te, do których przywykliśmy u nas. Intensywność masażu nie przeszkodziła w odprężeniu i głębokim relaksie, do tego stopnia, że Michał chyba po 20 minutach zasnął. Oczywiście są także pakiety z krótszym, godzinnym masażem.
Ile to kosztuje rytuał w hammamie?
Po opisie rytuału i cenach SPA w Polsce moglibyście pomyśleć, że pewnie wydaliśmy na to wszystko majątek. Nic bardziej mylnego! Za trzygodzinny rytuał z transportem z i do hotelu zapłaciliśmy 600 MAD, co jest mniej więcej równowartością 240 zł. Jak za trzy godziny błogiego relaksu, to chyba jest to dobra cena, prawda?
Sam rytuał w łaźni, w zależności od opcji i zawartych produktów kosmetycznych to koszt między 200 a 350 MAD (ten ostatni zawiera maseczki kosmetyczne), a godzinny masaż 200 MAD (około 80 zł).
Argan Phyto House https://massagehammamagadir.com
Pozostałe nasze artykuły o Maroko:
Artykuł: Marokański hammam – na czym polega rytuał i jak się do niego przygotować?
Przepis na: MSEMEN – marokańskie naleśniki na śniadanie lub przekąskę
Artykuł: Ceny w Marrakeszu
Plan zwiedzania: Marrakesz w 48h
Artykuł: Co warto przywieźć z Maroka?
Porady: 33 porady przed wyjazdem do Maroka
Nasze filmy o Maroko:
#45 MARRAKESZ w 48H – TOP ATRAKCJI. Warto czy nie warto?
#46 AGADIR – Jak nie nudzić się w kurorcie? POMYSŁY na spędzenie czasu
#47 MARRAKESZ – TOP 8
Nasz kanał w YouTube: https://www.youtube.com/@wdrodzetv
