Albania w pigułce. Propozycja trasy na 7 dni.
Albania to niewielkie państwo, 10 razy mniejsze od Polski w południowo-wschodniej Europie na Półwyspie Bałkańskim. Postaram się Wam przedstawić plan w pigułce. Pomimo, iż jest to kraj w 75% górzysty, to rozwój turystyki międzynarodowej skupia się głównie na wybrzeżu Riwiery Albańskiej. Albania na zachodzie ma dostęp do Morza Adriatyckiego, a na południowym zachodzie do Morza Jońskiego. W ostatnich latach coraz częściej stanowi wakacyjny cel naszych rodaków. Większość turystów wybiera wypoczynek w popularnej formule all inclusive i skupia się głównie na wyborze przyjemnego hotelu z piękną plażą na wybrzeżu.
My nie jesteśmy w stanie za długo wysiedzieć w jednym miejscu, stąd raczej szukamy możliwości połączenia lotu i noclegów na własną rękę. Tym razem udało nam się znaleźć bardzo atrakcyjne połączenie z Katowic do Tirany, więc długo nie musieliśmy się zastanawiać czy skorzystać z takiej okazji. Poniżej prezentujemy Wam propozycję na kilkudniowy pobyt, który uwzględnia najbardziej popularne i urokliwe naszym zdaniem miejsca w Albanii, a jednocześnie pokazuje jej różnorodność – według nas to taka Albania w pigułce. Samochód wypożyczaliśmy w jednej z wypożyczalni przy lotnisku.
Dzień 1: Kruje & jezioro Boville
Zaraz po odebraniu samochodu z lotniska w Tiranie – udaliśmy się do Kruje, miasteczka oddalonego zaledwie 20 km od lotniska, dawnej stolicy Albanii. Kruja leży na wysokości 600 m npm. u podnóża góry Sarisalltikut, co sprawia, że już na dzień dobry możemy podziwiać okoliczne góry. Zaczynamy od śniadania – również z ciekawym widokiem – tym razem na stary bazar – tak zwaną turecką uliczkę, który jest jedną z najpopularniejszych atrakcji turystycznych w mieście. Sklepiki pokryte dachami z czerwonej dachówki oferują turystom pamiątki, rękodzieło oraz antyki, ale także wątpliwej jakości szwarc, mydło i powidło prosto z Chin. Ceny są tu bardzo atrakcyjne – w porównaniu do innych miejsc było zdecydowanie najtaniej, więc jeśli chcecie zaopatrzyć się w pamiątki, można zrobić to właśnie tutaj. Gdzieniegdzie ceny tych samych produktów były 2, a nawet 3 razy droższe.
Śniadanie zjedliśmy restauracji przy hotelu Panorama. Polecamy zająć miejsca na tarasie, gdyż lepszego widoku na stare miasto chyba nie ma. Hotel oferuje dla gości restauracji bezpłatny parking, a ceny jedzenia również są bardzo przystępne (dwie sałatki – grecka i cezara, focaccia, cola, piwo, kawa – zapłaciliśmy równowartość 55 zł). W Kruje znajdziecie również zamek, muzeum Skanderbega – największego albańskiego bohatera narodowego oraz muzeum etnograficzne. Wejście na zamek jest bezpłatne, możecie też bez opłat wejść na basztę skąd zobaczycie piękny widok na okolicę. O Skanderbegu i tym co możecie zobaczyć w jego muzeum sporo mówiłam w naszym filmiku z tej części Albanii, więc jeśli temat Was zaciekawi – zapraszam do oglądania. Wstęp do muzeum jest płatny i kosztuje 500 LEK.

Z Kruje wybraliśmy się w drogę do jeziora Boville – sztucznego jeziorka ukrytego pomiędzy dwoma pasmami górskich szczytów na północny wschód od Tirany. Nawigacja proponuje drogę, która omija Tiranę, jednak przy jednym ze skrętów, który pierwszym razem przeoczyliśmy, gdyż nie wpadlibyśmy na to, że tam w ogóle można skręcić, oczywiście kończy się asfalt, jest wąska droga, która wiedzie półką skalną, uznaliśmy, że nie będziemy ryzykować i wybierzemy jednak dłuższą drogę przez Tiranę.
Nie liczcie jednak na to, że dojedziecie do celu asfaltową drogą. To jest Albania. Droga do samego jeziora biegnie szutrową, dość szeroką drogą, którą bez problemu pokonacie w zasadzie każdym samochodem. Jezioro ma turkusowy kolor, a otaczające je szczyty wyglądają naprawdę monumentalnie. Aż chce się je zobaczyć z innej perspektywy. I tu pojawia się taka możliwość – od jeziora wiedzie bowiem droga na punkt widokowy, jest ona jednak już bardziej wymagająca, dużo węższa, stroma i w zasadzie cały czas jedzie się szutrowymi serpentynami. Samochód 4×4 sprawdzi się tu idealnie, jednak zwykła osobówka z dość wprawnym kierowcą również da radę. Na końcu drogi jest nowoczesna restauracja – obiad z takim widokiem to jest marzenie! Przy restauracji jest bezpłatny parking.
Na niezbyt wprawnych górołazów czeka świetnie przygotowana ścieżka na platformę widokową, która została przygotowana przez właścicieli restauracji, dlatego pobierana jest opłata w wysokości 100 LEK (ok 1 euro). Ci, którzy są spragnieni mocniejszych wrażeń mogą spróbować swoich sił w wspinaczce na skałkę, skąd nie ma już lepszej miejscówki na fotki. Wejście na skałkę nie należy już jednak do najprostszych, wymaga odpowiedniego obuwia i zdecydowanie nie jest atrakcją dla osób z lękiem wysokości lub przestrzeni. Jeśli nie jesteście wprawnymi kierowcami możecie skorzystać również z usług lokalnych przewodników, którzy bezpiecznie zawiozą Was na miejsce i przy okazji opowiedzą Wam czym jest Albania.
My na miejscu spotkaliśmy Metiego – rodowitego Albańczyka, który zaraża innych miłością do swojego kraju. Pomimo, iż nie korzystaliśmy z jego usług od razu rzucił nam się w oczy, ponieważ był niesamowicie pomocny dla każdego, kogo spotkał na trasie, nie tylko dla swoich klientów. Zna tutaj każdy kamień, dlatego w jego towarzystwie można poczuć się bardzo bezpiecznie. Podczas wspinaczki na skałkę służył asekuracją nie tylko pięknym dziewczynom, ale każdemu, kto potrzebował pomocy lub nie czuł się zbyt pewnie. A jeśli wybierzecie się na prywatną wycieczkę z nim – ma świętą cierpliwość i niezłe oko do pięknych fotek 😉
Meti – przewodnik – jego strona na FB

Dzień 2: Wlora i Zvernec
Wlora to miasto na wybrzeżu Albanii, gdzie Morze Adriatyckie spotyka się z Jońskim i jeden z najpopularniejszych albańskich kurortów. Historycznie może nie ma nam zbyt dużo do zaoferowania, większość ludzi przyjeżdża tu cieszyć się szerokimi, piaszczystymi plażami i odpoczywać. Wzdłuż promenady jest pełno kawiarni, barów i restauracji, wieczorami miasto tętni życiem. Kiedyś słynęło jako największy ośrodek przemytu ludzi do Włoch, dziś sporo Włochów wybiera to miasto na odpoczynek – z racji bliskości i zdecydowanie niższych niż we Włoszech cen. Najpiękniejsze plaże w Albanii znajdziecie wprawdzie za przełęczą Llogara, jednak i tutaj możecie trafić na perełki. Jeśli zdecydujecie się na dłuższy pobyt we Wlorze możecie skorzystać z rejsu na półwysep Karaburun i wyspę Sazan, gdzie zobaczycie piękne zatoczki i jaskinie.
My polecimy Wam tu tradycyjną restaurację, która serwuje wyśmienite owoce morza – Restorant Tradicional VANI. Wieczorami i w porze obiadowej jest tu pełno, jednak naszym zdaniem warto poczekać na stolik. My zamówiliśmy półmisek owoców morza dla dwóch osób i pomimo całkiem sporego głodu nie byliśmy w stanie zjeść wszystkiego. Jedzenie było przepyszne.
Z Vlory warto także udać się na malutką wyspkę Zverenec położoną na lagunie Narta. Wyspa połączona jest z lądem drewnianym mostem o długości 270 metrów. Na wyspie znajduje się klasztor i cerkiew Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny.
Więcej o atrakcjach miasta i okolicy w artykule: Wlora i okolice – co robić w jednym z popularniejszych kurortów Albanii i jej niedalekich okolicach?
W drodze do Wlory można odwiedzić niesamowity Park Divjaka Karavasta – dzikie wybrzeże Albanii.
Dzień 3 i 4: Berat i kanion rzeki Osum
Berat to miasto wpisane na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, co samo w sobie jest niezłą reklamą dla tego miasta – muzeum. Jest usytuowane na zboczu wzgórza, co sprawia, że nazywane jest miastem tysiąca okien lub miastem okien nad oknami. Sporo osób przyjeżdża tu dosłownie na kilka godzin, jednak my zachęcamy Was do tego, by spędzić tu cały dzień i jeśli macie taką możliwość zostać na noc.
Średniowieczna bizantyjska twierdza w Beracie jest miejscem, które żyje, co sprawia, że nie przypomina podobnych obiektów historycznych. W murach zamku znajdziecie zamieszkałe domostwa, pensjonaty, które oferują turystom noclegi, restauracje z albańską kuchnią i sklepiki z rękodziełem. Ukryte pomiędzy wąskimi uliczkami jest Muzeum Onufrego – najsławniejszego albańskiego pisarza ikon. Znajduje się ono w Katedrze Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny. Z racji, że obiekt już nie pełni funkcji sakralnych, zwiedzając muzeum macie jedną z niewielu okazji, by wejść za ikonostas. W Beracie widać jak na dłoni albańską tolerancję, której zdecydowanie powinniśmy się uczyć – obok siebie usytuowane są meczety, cerkwie i kościoły. Wszyscy żyją obok siebie w zgodzie i poszanowaniu dla swojego wyznania.
Na wschód od miasta rozciąga się park narodowy gór Tomor. Wieczorem polecamy usiąść na drinka w Guest Bar – miejscu prowadzonym przez przesympatycznego Naku i jego rodziców. Naku pracował przez pewien czas w Polsce więc możecie poczuć się tu jak w domu. Jego rodzina prowadzi także pensjonat na starym mieście. Może także zabrać Was na wycieczkę w kanion rzeki Osum – zna te tereny jak własną kieszeń. My doświadczyliśmy od niego mnóstwo życzliwości i pomocy – kiedy potrzebowaliśmy sprawdzić samochód, pojechał z nami do mechanika, był fantastycznym tłumaczem.

Kanion rzeki Osum możecie podziwiać na dwa sposoby – jest tu sporo pięknych punktów widokowych, ale dla spragnionych mocniejszych wrażeń polecamy rafting. My korzystaliśmy z Albania Rafting Group. To w zasadzie całodzienna wyprawa – rano zbiórka w Beracie, busem jedziecie do obozu organizatorów, gdzie pobieracie odpowiedni sprzęt i przechodzicie krótkie szkolenie. Pamiętajcie, że jest tutaj raczej południowe podejście do czasu, więc nie zdziwcie się kiedy zbiórka jest określona na 8 rano, a bus przyjeżdża 40 minut później i pierwsze co kierowca robi za zakrętem to przerwę, by móc wyskoczyć do sklepu po fajki.

Tu jest po prostu luz. Trzeba się przestawić na zdecydowanie mniej napinki i wtedy będzie super. Jak cała Albania. Każdy ponton płynie z profesjonalnym przewodnikiem, dzięki czemu całość jest nie tylko świetną zabawą, ale przebiega z dużym poczuciem bezpieczeństwa. A to akurat ważne, bo pomimo, że firma działa legalnie, w Albani nie jest wymagane ubezpieczenie, także wszystko robicie na własne ryzyko lub musicie pomyśleć wcześniej, by wykupić ubezpieczenie obejmujące sporty ekstremalne w Polsce. Kanion robi ogromne wrażenie, wodospady, wąskie przesmyki i potężne ściany skalne. Warto zobaczyć to również z tej perspektywy. W programie jest również obiad. Całość usługi kosztuje 80 euro. Jeśli sami dotrzecie do obozu i zrezygnujecie z obiadu to możecie sporo obniżyć ten koszt.
Całość możecie zobaczyć tutaj.

Dzień 5: Blue Eye i Gjirokaster
Blue Eye – Syri i Kalter – jedno z błękitnych oczu Albanii (drugie znajduje się w gorach Teth – północna Albania), źródło, które wybija z wnętrza ziemi spod góry Gjere dając początek rzeki Bistrice z krystalicznie czystą wodą mieniącą się każdym odcieniem błękitu, turkusu, granatu. Otoczone soczystą zielenią drzew, krzewów i dzikich paproci daje piorunujące wrażenie, jakbyśmy przenieśli się do innego świata, sprzed wieków, które nie zna jeszcze niszczycielskiej siły człowieka. Jeśli zachwycaliście się przyrodą w filmie Avatar, to tu możecie choć na chwilę poczuć się tak, jak mieszkańcy planety Pandora.
Źródło nie zostało do końca zbadane, wiemy że ma głębokość około 45 metrów, natomiast ciśnienie wody nie pozwala nurkom schodzić na dno. Jeszcze kilka lat temu z pomostu usytuowanego centralnie nad nim wielu śmiałków decydowało się na skoki do tej lodowatej wody, jednak na dzień dzisiejszy ze względu na ochronę przyrody wchodzenie do wody w tym miejscu jest zabronione. Jedynie raz do roku według albańskiej tradycji miejscowi skaczą do tej wody. Do źródła prowadzi bardzo dobrze przygotowany około kilometrowy deptak. Wstęp kosztuje zaledwie 50 leków (około 50 eurocentów). W okolicach parkingu możecie wypożyczyć hulajnogi elektryczne. Parking bliżej jeziora kosztuje 200 leków, pierwszy który zobaczycie jadąc tutaj 500 leków. Przy źródle powstało kilka punktów gastronomicznych i sklepów z pamiątkami, są nowe toalety i prysznice. Blue Eye to atrakcja na nie więcej niż pół dnia, więc stamtąd ruszamy w drogę do kolejnego miasta muzeum – Gjirokastry.
Gjirokaster – to pierwsze w Albanii miasto wpisane na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, nazywane także miastem tysiąca schodów lub miastem srebrnych dachów. Na skalistym wzniesieniu góruje tam nad miastem jedna z największych zachowanych twierdz na ziemiach albańskich.
Średniowieczny zamek, który został rozbudowany przez Turków osmańskich ma ponad 200 metrów długości i jest otoczony przez siedem wież, a do jego murów przylega wieża zegarowa i cerkiew. Dziedziniec raz na 5 lat zamienia się w ogromną scenę jednego z najbardziej popularnych festiwali na całych Bałkanach – Narodowego festiwalu Folklorystycznego – nam akurat udało się być właśnie w tym czasie. Festiwal trwa tydzień i prezentowane są tu zespoły ze wszystkich bałkańskich krajów. Oprócz muzyki możecie zapoznać się z regionalnymi strojami i tradycjami. Wstęp na imprezy festiwalowe jest bezpłatny.
Oprócz zamku znajdziecie w Gjirokaster Muzeum Etnograficzne – usytuowane w domu rodzinnym Envera Hodży, dom Zekate, który stanowi jeden z najlepszych przykładów architektury miasta w stylu osmańskim, dom Skenduli – rezydencję w stylu osmańskim, dom Ismaila Kadare – jednego z najsłynniejszych pisarzy albańskich, Muzeum Zimnej Wojny, Muzeum Strojów Ludowych czy co ciekawe – Muzeum Polifonii (i tu ciekawostka – albański śpiew polifoniczny jest na liście niematerialnego dziedzictwa UNESCO).
Spacerując po uliczkach Gjirokastry nie sposób nie trafić na turecki bazar – jedną z najstarszych dzielnic miasta. W wąskich uliczkach znajdziecie też schody które prowadzą do placu na którym znajduje się Obelisk Edukacji, świetne miejsce do podziwiania panoramy miasta. Jeśli zostaniecie w mieście na dłużej warto zrobić sobie spacer poza miasto do akweduktu zwanego mostem Alego Pashy. Na budżetowy nocleg polecamy Wam Guesthouse Shtino – prowadzony przez przesympatyczną panią Ritę. Za nocleg ze śniadaniem zapłaciliśmy 28 euro, a śniadania, które serwuje w swoim ogrodzie przygotowane z jej przetworów, to prawdziwe mistrzostwo świata. Możecie zakupić u niej też domowe produkty, które zabrane do domu pozwolą Wam na dłużej cieszyć się smakami Albanii – dla mnie dżem figowy to prawdziwa petarda.
Dzień 6: Butrint i Ksamil
Butrint to ruiny pierwszego pełnoprawnego polis
