Albania w 18 dni – trasa podróży
Albania w 18 dni – trasa podróży – tydzień drugi
Dzień 8
Ósmego dnia opuściliśmy Borsh po trzech nocach, a planowaliśmy tylko na jedną :). Pojechaliśmy na południe do Sarandy spotkać się z Tomkiem. Ten nas szybko namówił na wyjazd do pięknego miasteczka w Grecji, w Epirze. Miasta Parga. No i miał chłop rację. Miejscowość petarda. Ulokowane w niewielkiej zatoczce, delikatne wzgórza usiane kolorowymi domami, ze skalistymi wysepkami tuż obok plaży. Petarda. Serio. Możecie sami sprawdzić na filmie.
Na noc wróciliśmy do Sarandy i zażywaliśmy nocnych kąpieli w morzu, nieco poza zatoką.
Dzień 9
Rano postanowiliśmy pokręcić się po Sarandzie, a właściwie to postać w korkach, bo jedzenie w tym kurorcie to jest jakiś koszmar. Z resztą o jeżdżeniu autem w Albanii też mamy artykuł – Albania samochodem. Co musisz wiedzieć.
Wróćmy jednak do Sarandy. Podjechaliśmy na zamek Lekuresit i do Monastyru 40 Męczenników. Całkiem fajne miejsca, szczególnie pod względem widokowym na zatokę, miasto i Korfu. Zachwyceni widokami pojechaliśmy po jedzenie do sklepu rybnego, w którym na miejscu przyrządzają to co sobie wybierzesz i zabierasz na wynos. Rewelacyjne miejsce i jak na Sarandę bardzo przystępne cenowo. To miejsce to. Pasuria e Detit. Gorąco polecamy.
Popołudniu zgarniamy Tomka i jedziemy do greckiego portu Igumenitsa, żeby wjechać na prom do Korfu. Tak. Popłynęliśmy na jedną noc na tą grecką wyspę. Miasto nocą wygląda pięknie. Jest zatłoczone, ale jakoś tak przyjaźnie. Jest gdzie zjeść i się napić w cenach zdecydowanie niższych niż w Sarandzie.
O Sarandzie i całej masie atrakcji jakie można odwiedzić w Sarandzie i okolicy możesz przeczytać w artykule Kasi – Saranda i okolice. Propozycja zwiedzania | 15+ atrakcji.
Dzień 10
Kolejny dzień zaczęliśmy od plażowania na Korfu na darmowej, ale pięknej plaży na północny-zachód od miasta. Później przenieśliśmy się do fajnego punktu widokowego na lotnisko i pobliski urokliwy klasztor na wodzie.
Napatrzywszy się na lądujące i startujące samoloty wróciliśmy do portu i popłynęliśmy do Igumenitsy, a stamtąd do Sarandy, gdzie przenocowaliśmy.
Jak masz ochotę na odrobinę Korfu to pokazujemy co nieco w filmie.
Dzień 11
Na jedenasty dzień zaplanowaliśmy długą trasę. Wyjechaliśmy z Sarandy wcześnie rano i na śniadanie dojechaliśmy do knajpki Kroi i Fshatit niedaleko miasta Tepelena. Posiliwszy się pojechaliśmy wzdłuż rzeki Vjosy do jej wodospadów – świetne miejsce na odpoczynek, kawę czy obiad. Ponadto można przepłynąć się łódką motorową po Vjosie – super zabawa – Wild Vjosa jet adventure.
Po takich fajnych doznaniach pojechaliśmy do Kelcyre, gdzie znaleźliśmy łagodne zejście do rzeki. W tym upale kąpiel w dzikiej, górskiej rzece to coś niebywale drogocennego.
Kolejny punkt programu to akwedukt Aliego Pashy we wsi Bence. Następnie srogimi serpentynami wjechaliśmy na wysokość ponad 1000 metrów n.p.m., gdzie znaleźliśmy przeuroczą restaurację Guest House Restaurant Vatra. Co to jest za miejsce! Domowa kuchnia bazująca na własnych produktach (warzywa, sery, mięso) i jedzenie z widokiem na potężne góry. Miejsce pośrodku niczego. Genialne!
Kolejny przystanek to potężny, kilkudziesięcio metrowy wodospad. Kolejne miejsce ochłody – w połowie kaskad można się wykąpać. Woda zimna, ale w albańskich upałach to boskie ochłodzenie.
Na koniec została nam solidna trasa, bo zanocować postanowiliśmy w Beracie, żeby się spotkać ze znajomym Albańczykiem Naku. W ubiegłym roku nam mocno pomógł, kiedy mieliśmy problemy z samochodem. A że do tego prowadzi świetny bar, to nie można znaleść lepszego miejsca na spotkanie. Wszystkie te atrakcje możesz zobaczyć w filmie.
Dzień 12
Kolejnego dnia o poranku opuściliśmy Berat i ruszyliśmy na północ. Po drodze zahaczyliśmy o Durres spotkać się na kawie ze znajomymi. Chwilkę później ruszyliśmy w drogę przez wzgórza na półwyspie Rodonit do Laguny Patok – miejsca, które na myśl przynoszą mi amerykański Nowy Orlean. Wiecie – domy na palach w morzu. I tutaj tak jest. Na miejscu nie brakuje restauracji, z których możemy polecić Brilant (wrócimy do niej wracając do Tirany, ale o tym później).
Na noc dotarliśmy do wiosko Shiroke nad jeziorem Szkoderskim, niedaleko miasta Szkodra.
Dzień 13
Trasa podróży na dzień trzynasty nie jest zbyt ambitna w sensie długości, ale odwiedziliśmy ciekawe miejsca. Zaczęliśmy od zamku Rozafa – jednego z największych zamków w Albanii. Usytuowany na solidnym wzgórzu jest otoczony przez trzy rzeki – Kir, Drin i Buna. Rozciąga się z niego wspaniały widok na Szkodrę, jezioro Szkoderskie i odległe Góry Przeklęte. Myślę, że to trzeba zobaczyć.
Z zamku wróciliśmy do Shiroke, żeby zjeść obiad w polecanej Restauracji Lembus. Po obiedzie wypożyczyliśmy tam kajaki i godzinkę popływaliśmy po Jeziorze Szkoderskim. Świetna zabawa.
Po tej krótkiej sportowej aktywności pojechaliśmy na północ od Szkodry, żeby zobaczyć najsłynniejszy albańskim most – Mesi. Według nas jest mocno przereklamowany i zdecydowanie są w Albanii ciekawsze mosty – vide most w Brataj, o którym wspomniałem „kilka dni temu”.
Na wieczór dojechaliśmy do centrum Szkodry, gdzie zarezerwowaliśmy nocleg. Wieczór spędziliśmy zwiedzając centrum miasta i oddając się uciechom życia nocnego.
Dzień 14
Przedpołudnie spędziliśmy na dalszym zwiedzaniu miasta. Po rozmowie z właścicielem restauracji Puri, która przypadła nam do gustu, zdecydowaliśmy się wybrać w górę rzeki Kir. To niezbyt znane turystom miejsce (wszyscy dojeżdżają do mostu Mesi i zawracają) jest cudowne. Dzika, górska rzeka Kir o krystalicznie czystej wodzie. Głęboka dolina, wysokie góry. Do tego kilka miejsc, w których się można kąpać.
Mniej więcej w połowie drogi między wspomnianym mostem, a wsią Prekal (gdzie kończy się droga) znaleźliśmy fajną knajpkę, w której można całkiem dobrze zjeść i się napić (za śmiesznie małe pieniądze). Obok niej jest sporo miejsc do skakania do rzeki. Bajka.
W Prekal nie było ludzi w ogóle. Tam znaleźliśmy ciszę i spokój. Mogliśmy popływać w rzece, poopalać się i odpocząć. Z godzinę. Bo dłużej na tyłkach nie usiedzimy. 🙂
Ruszyliśmy w dłuższą drogę na północne krańce jeziora Szkoderskiego, do bijącego z wnętrza ziemi źródła krystalicznie czystej wody – Syri i Sheganit. Ta miejscówka jest jak z bajki. Widok na jezioro, góry, malutkie i malownicze zatoczki. Na miejscu jest darmowy camping i całkiem porządna restauracja. Zostaliśmy tam niemal do zachodu słońca.
Na nocleg pojechaliśmy do najbardziej wysuniętego na północ albańskiego kurortu Velijpoja.
